niedziela, 29 maja 2011

upadek.

Uroczyście obiecuję, że po raz pierwszy i ostatni wykorzystuję cudze zdjęcie. Ale to musiał być bez! A że takowego zdjęcia nie posiadałam, a bez przekwitł, nie miałam wyjścia ;( Wybaczcie.


Szła. Bardzo powoli. Ostrożnie, by przypadkiem nie potknąć się o jakąś zbłąkaną mrówkę. Pierwsze promienie słońca zaczynały się odbijać w kroplach rosy na trawie pod jej stopami. Nagle dotarł do niej zapach bzu. Zaczęła iść szybciej. Biegła. Uciekała. Potknęła się. Raz. Drugi. Trzeci. Wycieńczona upadła. Lecz bez nadal pachniał. Coraz bardziej intensywnie. Po długiej chwili wahania wstała i skierowała swe kroki ku źródłu zapachu. Zatrzymała się przed ogromnym krzakiem bzu o kwiatach barwy intensywnego fioletu i ich jeszcze intensywniejszej woni, którą się głęboko zaciągnęła. Zaczęła drżeć na całym ciele. Od porannego chłodu? Wysiłku? Wspomnień? Wyciągnęła drżącą rękę z zamiarem zerwania jednej z gałązek. Nie, nie powinna. Cofnęła rękę. Przecież nic się nie stanie. Gwałtownym ruchem ją zerwała. Powąchała ją raz jeszcze, raz jeszcze chciała poczuć ten zapach. Przyłożyła ją do policzka, smagając go delikatnymi płatkami. Zalała ją lawina wspomnień, które tak długo starała się od siebie odepchnąć. Teraz już za późno, wszystko, co w sobie tak długo tłamsiła znalazło ujście, sprowokowane tym niewinnym zapachem. A tak się starała. Przecież perfekcyjnie udawała,że wszystko jest ok. Powoli wszyscy jej uwierzyli. Sama chciała w to wierzyć. Chciała być szczęśliwa. Czy to jej wina, że nie potrafiła?Wiedziała, że jej nie chciał. Wiedziała od samego początku, mimo to brnęła w to dalej. Do czasu gdy usłyszała te słowa wypowiedziane lodowatym szeptem. Nie. Chciał. Przecież wiedziała. Więc dlaczego te głupie łzy cisną się jej do oczu? Dlaczego mimo to cierpi? Dlaczego nie potrafi zostawić tego za sobą i pójść dalej? Przecież chce, nieporadnie stawia pierwsze kroki. Ale upada. To ją przygniata. Znów czuje się mała. Słaba. Nieważna. Nic nieznacząca. Nic nie warta. Ale się nie poddaje. Przecież oni potrzebują jej uśmiechu, wygłupów, chorych akcji. Potrzebują jej. Ich nie może zawieść. To oni są jej siłą, choć uparcie nie chcą tego przyznać, mówiąc, że to ona jest ich promykiem. Da radę podnieść się i pójść dalej, prawda? Dla nich. Dla nich zrobi wszystko. Dlatego, że są. Są z nią, tuż obok, zawsze blisko, na wyciągnięcie ręki. Oni jej nie zostawią. A jej ‘ja’ w końcu powróci, radosne i uleczone. Dzięki nim. Dla nich. A gałązka bzu? Weźmie ją ze sobą by pamiętać.

2 komentarze:

  1. Mogłaś napisać o zdjęcie bo mam :D
    A co to tekstu to wiesz... :))

    OdpowiedzUsuń
  2. wiem;)
    a nie pisałam o zdjęcie bo wiedziałam, że dziś imprezę miałaś i nie wiedziałam kiedy wrócisz;)

    OdpowiedzUsuń